A oto druga strona wyspy: góry i najwyższy szczyt Hiszpanii - wulkan Teide.
Jestem na Teneryfie, tak gwoli ścisłości. Niestety nikt nie zgadł, żałujcie, straciliście szansę na bezcenną nagrodę, której z lenistwa nawet nie wymyśliłam ;) A dziś prezentuję mój strój podróżnika, a może bardziej rozbitka na dziwnej planecie... tak się tu trochę czuję. Wraz ze zdobyciem najwyższego szczytu Hiszpanii (oczywiście samochodem... no przecież!) zakończył się etap tak zwanych wakacji i rozpoczął nowy, który roboczo nazwałam etapem "Kiedyś będziemy się z tego śmiać". A więc wczoraj po raz pierwszy się zgubiłam, postanowiłam pójść pieszo z jednej miejscowości do drugiej szosą pełną pędzących samochodów i nagle zrobiło się ciemno, pomyliłam jedną górę z inną, kierunki świata w mojej głowie zrobiły niespodziewany zwrot, doznałam zaćmienia, następnie ataku paniki, po czym nagłego olśnienia, że przecież istnieją telefony. Zakończyło się prawie happy endem, wróciłam tam skąd wyruszyłam i siedząc na stacji benzynowej, pijąc cafe con leche, czekałam na uratowanie mnie przez mojego hiszpańskiego znajomego mieszkającego w pobliżu. Uratowanie nastąpiło. Więc skąd to "prawie"? Po powrocie do domu czekała na mnie druga niespodzianka, znacznie gorsza od poprzedniej. W moim nowym mieszkaniu, do którego dopiero co się przeniosłam czekali na mnie niespodziewani goście...
Karaluchy y companieros...
Nie spałam.
:*





15 komentarze:
Nie lubię kroku w spodniach sięgającego połowy ud, ale u Ciebie wygląda to klimatycznie. Naprawdę, świetny zestaw. A karaluchy nie są takie złe..o dziwo da się z nimi jako tako współżyć. Zresztą zawsze możesz pobawić się w mordercę i wyrzucić swoje wszelkie frustracje. W każdym razie powodzenia:)
podobają mi się te spodnie.
miałaś fajną przygodę, zawsze to jakieś doświadczenie :D
podobają mi się te spodnie.
miałaś fajną przygodę, zawsze to jakieś doświadczenie :D
Skupię się na widokach - przepiękne zdjęcia!
to dobrze, że nie zgadłam, bo może w nagrodę dostałabym kopertę nie z białym proszkiem , ale caraluchem y copanieros, ble, te chrupiące pancerzyki;)
Krajobraz piękny, ale trochę przerażający...mało zieleni.
wowowowow! ale krajobraz, niemalże przesłania fajny zestaw:D
dla akich okoliczności to ja bym chyba nawet karaluszki polubiła ;) Rewelacyjne spodnie!
co za widoki, aż zazdroszczę tego ciepełka, klimatu, spokoju... cudnie
ja powinnam dostać nagrodę za spóźnione komentarze. dopiero teraz dojrzałam wewnętrznie do skomplementowania pięknych wnętrz, które pokazywałaś 2 posty temu, a Ty już zupełnie gdzie indziej. trochę zazdroszczę. też chciałabym móc porzucić szarość i zimność i poddać się kojącej słońcoterapii. może trochę karaluchy mnie tonują w tej zazdrości. to jeden z dwóch powodów, z jakich zdarza mi się wpaść w regularną przedszkolną histerię. drugim są robaki w cukierkach, brrr...
walcz dzielnie z paskudztwem albo ucieknij od nich jak najdalej. a w sumie najlepszą metodą jest znalezienie jakiegoś supermęskiego samca, który by Cię od karaluchów uratował jak dziewicę od smoka.
rozpisałam się mocno i dałam ponieść wyobraźni, lecz niech to będzie mi policzone za komentarze pod trzema ostatnimi postami ;)
dziękuję wszystkim za słowa pocieszenia ale wierzcie mi, dla mnie karaluchy to nie karaluszki z którymi można żyć, to moja fobia. Cudak, podobnie jak ty wpadam w histerię, i to chybą gorzej niż w przedszkolu, mam wrażenie że u mnie nadwrażliwość na robactwo z wiekiem się pogłębia. Z tego powodu też wolę nie wiedzieć co to są robaki w cukierkach... brzmi koszmarnie... Dzięki za radę w sprawie supermęskiego samca, mam już takiego :) i nie chodzi tu bynajmniej o mojego chłopaka (hehehe) ale o pana w podkoszulku i twarzy mordercy, który w środę przeprowadzał u mnie dezynsekcję czy jak to tam się zwie :) Zawodowy był, bawiło go moje przerażenie. Pozdrawiam i dzięki za komentarze, jak wymyślę jakąś nagrodę na pewno ją dostaniesz ;)
Super, ekstra cudne zdjęcia
http://justynjjacollection.blogspot.com/
biedniażka! Mieszkanie z karaluchami to musi być wątpliwa przyjemność. Ale grzanie tyłka w słońcu, podczas gdy my się tu kulimy i grzejemy po kątach przy kaloryferach i grzejniczkach elektrycznych musi mieć swoją cenę i nie sądzę, by towarzystwo karalucha było nazbyt wygórowaną:> z takim stylem to trzeba się urodzić. podejrzewam, że śpiochy też dobierałaś bezbłędnie:P
Sympatyczne zdjęcia, wrażenia pewnie niazapomniane, ale przygody jednak nie zazdroszczę. Pozdrawiam!
świetne zdjęcia;) zazdroszczę;)))
Świetne spodenki ;)
Prześlij komentarz