17 lis 2010

gdzie ja jestem?






A oto druga strona wyspy: góry i najwyższy szczyt Hiszpanii - wulkan Teide. 
Jestem na Teneryfie, tak gwoli ścisłości. Niestety nikt nie zgadł, żałujcie, straciliście szansę na bezcenną nagrodę, której z lenistwa nawet nie wymyśliłam ;) A dziś prezentuję mój strój podróżnika, a może bardziej rozbitka na dziwnej planecie...  tak się tu trochę czuję. Wraz ze zdobyciem najwyższego szczytu Hiszpanii (oczywiście samochodem... no przecież!) zakończył się etap tak zwanych wakacji i rozpoczął nowy, który roboczo nazwałam etapem "Kiedyś będziemy się z tego śmiać". A więc wczoraj po raz pierwszy się zgubiłam, postanowiłam pójść pieszo z jednej miejscowości do drugiej szosą pełną pędzących samochodów i nagle zrobiło się ciemno, pomyliłam jedną górę z inną, kierunki świata w mojej głowie zrobiły niespodziewany zwrot, doznałam zaćmienia, następnie ataku paniki, po czym nagłego olśnienia, że przecież istnieją telefony. Zakończyło się prawie happy endem, wróciłam tam skąd wyruszyłam i siedząc na stacji benzynowej, pijąc cafe con leche, czekałam na uratowanie mnie przez mojego hiszpańskiego znajomego mieszkającego w pobliżu. Uratowanie nastąpiło. Więc skąd to "prawie"? Po powrocie do domu czekała na mnie druga niespodzianka, znacznie gorsza od poprzedniej. W moim nowym mieszkaniu, do którego dopiero co się przeniosłam czekali na mnie niespodziewani goście...
Karaluchy y companieros...
Nie spałam. 
:*

15 komentarze:

sskers pisze...

Nie lubię kroku w spodniach sięgającego połowy ud, ale u Ciebie wygląda to klimatycznie. Naprawdę, świetny zestaw. A karaluchy nie są takie złe..o dziwo da się z nimi jako tako współżyć. Zresztą zawsze możesz pobawić się w mordercę i wyrzucić swoje wszelkie frustracje. W każdym razie powodzenia:)

6roove pisze...

podobają mi się te spodnie.

miałaś fajną przygodę, zawsze to jakieś doświadczenie :D

6roove pisze...

podobają mi się te spodnie.

miałaś fajną przygodę, zawsze to jakieś doświadczenie :D

charlotte pisze...

Skupię się na widokach - przepiękne zdjęcia!

Pani La Mome pisze...

to dobrze, że nie zgadłam, bo może w nagrodę dostałabym kopertę nie z białym proszkiem , ale caraluchem y copanieros, ble, te chrupiące pancerzyki;)
Krajobraz piękny, ale trochę przerażający...mało zieleni.

robaczek pisze...

wowowowow! ale krajobraz, niemalże przesłania fajny zestaw:D

Lady_P pisze...

dla akich okoliczności to ja bym chyba nawet karaluszki polubiła ;) Rewelacyjne spodnie!

ThimbleLady pisze...

co za widoki, aż zazdroszczę tego ciepełka, klimatu, spokoju... cudnie

jak gdyby nigdy nic pisze...

ja powinnam dostać nagrodę za spóźnione komentarze. dopiero teraz dojrzałam wewnętrznie do skomplementowania pięknych wnętrz, które pokazywałaś 2 posty temu, a Ty już zupełnie gdzie indziej. trochę zazdroszczę. też chciałabym móc porzucić szarość i zimność i poddać się kojącej słońcoterapii. może trochę karaluchy mnie tonują w tej zazdrości. to jeden z dwóch powodów, z jakich zdarza mi się wpaść w regularną przedszkolną histerię. drugim są robaki w cukierkach, brrr...
walcz dzielnie z paskudztwem albo ucieknij od nich jak najdalej. a w sumie najlepszą metodą jest znalezienie jakiegoś supermęskiego samca, który by Cię od karaluchów uratował jak dziewicę od smoka.
rozpisałam się mocno i dałam ponieść wyobraźni, lecz niech to będzie mi policzone za komentarze pod trzema ostatnimi postami ;)

ewa pisze...

dziękuję wszystkim za słowa pocieszenia ale wierzcie mi, dla mnie karaluchy to nie karaluszki z którymi można żyć, to moja fobia. Cudak, podobnie jak ty wpadam w histerię, i to chybą gorzej niż w przedszkolu, mam wrażenie że u mnie nadwrażliwość na robactwo z wiekiem się pogłębia. Z tego powodu też wolę nie wiedzieć co to są robaki w cukierkach... brzmi koszmarnie... Dzięki za radę w sprawie supermęskiego samca, mam już takiego :) i nie chodzi tu bynajmniej o mojego chłopaka (hehehe) ale o pana w podkoszulku i twarzy mordercy, który w środę przeprowadzał u mnie dezynsekcję czy jak to tam się zwie :) Zawodowy był, bawiło go moje przerażenie. Pozdrawiam i dzięki za komentarze, jak wymyślę jakąś nagrodę na pewno ją dostaniesz ;)

justynjja.collection pisze...

Super, ekstra cudne zdjęcia
http://justynjjacollection.blogspot.com/

Granda pisze...

biedniażka! Mieszkanie z karaluchami to musi być wątpliwa przyjemność. Ale grzanie tyłka w słońcu, podczas gdy my się tu kulimy i grzejemy po kątach przy kaloryferach i grzejniczkach elektrycznych musi mieć swoją cenę i nie sądzę, by towarzystwo karalucha było nazbyt wygórowaną:> z takim stylem to trzeba się urodzić. podejrzewam, że śpiochy też dobierałaś bezbłędnie:P

Honorata pisze...

Sympatyczne zdjęcia, wrażenia pewnie niazapomniane, ale przygody jednak nie zazdroszczę. Pozdrawiam!

Slow Fashion pisze...

świetne zdjęcia;) zazdroszczę;)))

Alice pisze...

Świetne spodenki ;)